wtorek, 21 lipca 2015

5 porad jak się opalić, a nie spalić/5 tips how to tan, not burn

Hej. Jest to pierwszy post takiego typu na moim blogu, a co mnie zainspirowało do jego stworzenia?
Moje własne doświadczenie... niestety, jak to mówią człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach. Żebyście Wy nie musieli przechodzić przez to co ja, pozwolę Wam nauczyć się na moich własnych błędach.
Jak wiecie ostatnim czasem byłam na wakacjach we Włoszech. Ach... piękna prywatna plaża, leżaczki, parasole, muzyka i turkusowe morze; no jak można się temu nie oprzeć. Jako, że jestem fanką naturalnej opalenizny i opalania się (wiadomo bez przesady, ale lubię być ładnie opalona), a mogę się opalać bo mam oliwkową karnację, co sprawia że opalam się na brązowo, postanowiłam skorzystać z możliwości (co prawda wiadomo jak to na koloniach jest niby nie musisz a jednak musisz) siedzenia na plaży od godziny 9 do 12. Niby tylko 3 godziny a jednak przy filtrze 20 (jak chciałam kupić 30, to tata stwierdził, że się nie opalę...) to dużo. Tak więc przez parę dni ładnie się opaliłam i myślałam, że już tak zostanie... ale wpadłam na wspaniały pomysł! Po co się smarować skoro chcę opalić tylko plecy (i tak posmarowałam tylko plecy i odwróciłam się tyłkiem do słońca) a słońce świeci mi tylko na nie! Mhm jasne. Po dwóch godzinach, zaczęła mnie bardzo boleć noga, ja patrze a ona jest czerwona jak burak. Potem patrzę a tak samo mam z ręką... oooo głupia ja!!! Nigdy w życiu tak nie miałam, można powiedzieć że był to mój "pierwszy raz". Byłam przerażona, że już mi tak zostanie... Skóra zaczyna wracać do normy, ale noga dalej jest czerwona, a z ręki schodzi mi skóra
A teraz przejdę do porad, abyście mogli cieszyć się swoją opalenizną :)
1. Gdy pierwszy raz po dłuższej przerwie wystawiasz się na wakacyjne słońce, zafunduj sobie filtr 50, a jeśli masz bardzo jasną cerę możesz zaopatrzyć się w 69 (najlepsze są te dla dzieci). Oczywiście po dwóch dniach przeżuć się na niższe filtry, bo inaczej się nie opalisz.
2. Nie wystawiaj się na słońce w godzinach 12-15, wtedy jest najsilniejsze co nie znaczy, że lepiej opala. Po prostu szybciej się spalisz.
3. Smaruj się co dwie godziny. Uwierz mi, że jeśli posmarujesz się raz w przeciągu całodziennego opalania, nic Ci to nie da.
4. Nie dawaj się smarować koleżance!!! Nie no taki żarcik, chodzi o to abyś uważała jak się smarujesz, żebyś nie opaliła się w różne wzorki, plamki itp. Niestety ja mam opalone na ręce ślady palców.
5. Smaruj się nawet jeśli chodzisz po mieście i zwiedzasz. Przecież tam też jest słońce!
Stosuj się do tych zasad jeśli nie chcesz wyglądać tak...

ani robić tego...

o tym mówiłam...

Just all about me.

czwartek, 16 lipca 2015

Be Italian take a chace and try to steal a fiery kiss!

Witam Was po długiej nieobecności. To, że nie pisałam przez długi czas spowodowane było moim wyjazdem do Włoch. Tak, wiem jestem szczęściarą... ahh ta słoneczna Italia, a i na dodatek byłam tam na (mojej pierwszej) koloni (czyli bez rodziców... czy można być bardziej szczęśliwym?!). Wyjechaliśmy z Polski 03 lipca na miejscu byliśmy o ósmej rano. Nasz ośrodek znajdował się w miejscowości Cesenatico (20 km od Rimini). 
Na początku miałam z przyjaciółką lekką załamkę 35'C a w pokojach nie ma klimy. Ogólnie ośrodek rodem z lat 80. Jedynym plusem tego całego "ośrodka" było to, że był nad samą plaża i to prywatną z leżaczkami. 
Zwiedziłam San Marino, Rzym, Watykan, Wenecję i przejazdem Toskanię. Ogólnie najbardziej podoba mi się Toskania, jest bardzo klimatyczna, tajemnicza i romantyczna. Rzym, to slumsy i bród złoto, przepych i bogactwom, nowoczesność i starożytność; miasto totalnych kontrastów. San Marino, urocze stare miasto, i uliczka gdzie w sklepach mówią lepiej po polsku niż po angielsku.
Watykan, no wiadomo złoto, marmur i kość słoniowa, nic więcej. Wenecja to zupełnie inna bajka, urocze ale zagadkowe miasto, drożej niż w Rzymie. I jeśli mówią Wam, że gdzieś jest tanio-yymmm nie słuchaj ich. Gdzieś magnes kosztuje 3 Euro, a pójdziesz 500 metrów dalej i znajdziesz taki sam za 0,80 €, naprawdę!!! Podsumowując, zapewne do Włoch wybiorę się jeszcze raz, może tym razem sama bez zorganizowanej wycieczki, aby odkryć miejsca których nie ma w przewodniku.
















Just all about me.